Siermiężna rzeczywistość akademika lat pięćdziesiątych XX
wieku. Głodno chłodno, nijako. Jak się z tego wyrwać? Trzeba wyjść za mąż. |
Żegnaj Zającu! |
Ślub w rocznicę Manifestu Lipcowego, która przypadała w sobotę. Dlatego ta
sobota była wolna od pracy. |
Trzeba jeść, żeby wykarmić niemowlę płci męskiej. |
Syn nie lubił chodzić na własnych nogach. Trzeba było mieć siłę, do noszenia
go "na barana". |
Dziecię szybko rosło. |
Po pięciu latach rodzina się jeszcze powiększyła.
|
Na konkurencję patrzy się krzywym okiem. |
Konkurencja czuje się szczęśliwa kiedy jest wysoko. |
Nie ma to jak "na rączkach". |
Na rączki proszę! |
Pod czujnym okiem mamy i brata. |
Wiele lat później trzeba się leczyć w sanatorium Nałęczów. |
Po intensywnym leczeniu do obowiązków służbowych należy intensywne
odżywianie.
|
Biesiada w gronie rodzinnym też służy przyrostowi masy ciała. |
Nawet długie spacery nad oceanem też niewiele mogą pomóc. |
I dokąd mnie ta ścieżka doprowadziła!.
|